history-of-winescrew-header
18 stycznia 2015 | przez Smak Doskonały
KLUCZ DO NIEBA BRAM

KLUCZ DO NIEBA BRAM

„Korkociąg miej zawsze przy sobie, a już wino się znajdzie” /przysłowie francuskie/

 history-of-winescrew-header

Jeszcze ćwierć wieku temu ponad dziewięćdziesiąt butelek na sto było zamykanych naturalnym korkiem, dzisiaj nie jest to nawet połowa tej setki. Rzecz jasna nie będę rozwodził się nad wyższością korka nad zakrętką, lub odwrotnie, sposób zamknięcia ma znaczącą rolę w tej historii, ale zdecydowanie drugoplanową.

Trybuszon, korkociąg, otwieracz do wina – jakkolwiek semantycznie moglibyśmy rozróżniać kolejne przedmioty, to przede wszystkim liczy się funkcjonalność, trywialnie prosty efekt jaki można dzięki nim uzyskać  – dostanie się do zawartości butelki z winem.

PREHISTORIA

U zarania dziejów, gdy wino pojawiło się w życiu człowieka, żaden otwieracz nie był potrzebny, ot po prostu – nie było korków do wyjmowania. Wino przechowywane było w  amforach i zabezpieczane przed utlenieniem warstwą oliwy (która jako lżejsza utrzymywała się na powierzchni), albo drewnianymi szpuntami obwiązywanymi słomą nasączoną oliwą, uszczelniane smołą lub woskiem. Żadkie szklane butelki, były zbyt kruche, by stosować szczelny korek.

Właściwości kory dębu korkowego oczywiście były znane, ale nim rzymianie zdążyli w pełni wykorzystać jej możliwości, utracili jedyne źródło – na blisko tysiąc lat Półwysep Iberyjski dostał się pod panowanie arabów.

Po upadku Cesarstwa Rzymskiego ceramikę zastąpiły beczki, gdzie znów żadne wyspecjalizowane narzędzie do otwierania nie było potrzebne. Wino przelewano do dzbanów, które trafiały na stoły i do bezpośredniej konsumpcji.

BUTELKA I KOREK

Nasza historia przyśpiesza gdzieś na przełomie szesnastego i siedemnastego wieku. Pielgrzymi wracający z sanktuarium Santiago de Compostela pokazują europie zatyczki do bukłaków na wodę wykonane z kory dębu korkowego. No i przychodzi oświecenie… Pewien mnich wykorzystuje korek do zabezpieczenia swoich win musujących, w zupełnie innym miejscu powstaje technologia pozwalająca masowo produkować wytrzymałe butelki ze szkła, wreszcie prekursor badań za pomocą mikroskopu, dokonuje analizy struktury kory Quercus suber L. Jednak naszego trybuszona oficjalnie wciąż nie ma. Korki w kształcie stożków, wystawały z butelek, tak żeby łatwo można go wyciągnąć nieuzbrojoną ręką.

W dalszym okresie trudno mówić o wydarzeniach w kategoriach przyczynowo-skutkowych, Równocześnie zmienia się kształt butelki oraz korka. Wydłużone i cylindryczne butelki łatwiej transportować i przechowywać (w pozycji horyzontalnej), podobnie wilgotny cylindryczny korek lepiej zabezpiecza zawartość przed wyciekami, jednak wciśnięty i ściśle przylegający do szyjki przysparzał trudności z wyciągnięciem.

Nie wiadomo, kto pierwszy zainspirował się jednym z wyciorów do muszkietu – zakończonego spiralą  (pozwalającą pozbyć się z lufy niewykorzystanych ładunków). Urządzenie szybko dostosowano do codziennych potrzeb – z poprzecznie zamocowanym uchwytem, pojedynczą spiralą i osłoną, żeby nie dziurawić kieszeni właścicieli. Na początku osiemnastego wieku kieszonkowy korkociąg jest już urządzeniem popularnym, a jego nazwa wchodzi do języka powszechnego. W drugiej połowie tego stulecia powstaje niezliczona ilość odmian i rodzajów, bogato zdobionych, wykańczanych z najróżniejszych materiałów (od egzotycznych rodzajów drewna, przez kość słoniową, a kończąc na złocie i klejnotach). Pierwszy innowacyjny patent korkociągu przypada dla księdza Samuell’a Henshall’a w roku 1795 roku i tutaj wchodzimy w erę wynalazców.

wienke-patent-us-version-1883

REWOLUCJA I EWOLUCJA

Wiek XIX był iście rewolucyjny dla świata winiarskiego. Ugruntowanie znacznej zmiany cen na korzyść win ze starszych roczników na tymi z bieżących zbiorów, ogłoszenie klasyfikacji Grand Cru Classe, epidemia filoksery. W tle tych wydarzeń następowała również ewolucja naszego bohatera, eksperymentowano z kształtami, dodawano śruby i dźwignie, w samej Anglii zarejestrowano ponad 350 patentów, po drugiej stronie Atlantyku dochodzi kolejne ćwierć tysiąca nagród min. za wkład w technologię wytwarzania poszczególnych komponentów korkociągów.

I wreszcie pojawia się ON. Składany niczym scyzoryk, więc nie potrzebujący żadnej osłony dla spirali, z łamanym uchwytem, który równocześnie tworzy dźwignię pozwalającą wyciągnąć najdłuższe korki. Wynalazek Niemca Karla Wienke (patent z 1882 r. w Anglii i Niemczech i rok później w Ameryce) nazwany „przyjacielem kelnera”. W zasadzie do dzisiaj pojawiła się tylko jedna konstrukcja, która stała się równie popularna, mowa tu o korkociągu nazywanym „skrzydłowym”, „motylkowym”, „nietoperzem” albo „aniołem”, opatentowany w 1930 roku przez Dominika Rosatiego. Chyba nie pomylę się za bardzo jeśli stwierdzę, że w wersji z otwieraczem do kapsli, znajduje się on prawie w każdej polskiej kuchni.

rosati-wing-corkscrew-patent-1930

TERAŹNIEJSZOŚĆ

Wszystkie kolejne wersje trybuszonów sprowadzają się do maksymalnego ułatwienia wyciągnięcia korków. Przykładamy urządzenie, pociągamy za dźwignię, względnie uruchamiamy przyciskiem i korek „sam” wyskakuje z butelki – elektryczne, ciśnieniowe, przenośne i stacjonarne – ludzka fantazja nie zna granic.

Jednak klasyka pozostaje niezmienna. „Przyjaciel kelnera” przez 133 lata od swojego powstania wzbogacił się tylko o nożyk do obcinania foli i wycięcie pozwalające otwierać napoje kapslowane i co ważne, żadne z tych udogodnień nie wpływają na jego konstrukcje. Do dnia dzisiejszego jest podstawowym narzędziem pracy każdego sommeliera, trudno też sobie wyobrazić kelnera bez trybuszona w kieszeni.

JAKI WYBRAĆ

Zasadnicze pytanie brzmi gdzie będziemy go używać, jeśli szukamy trybuszona do pracy wybór jest oczywisty, tutaj klasyka idzie w parze ze standardem serwisu wina, możemy co najwyżej poszukać ciekawych produktów pod względem design’u, warto jednak zwrócić uwagę na kilka szczegółów. Najważniejsza jest jakość spirali, najlepiej jeśli jest pokryta warstwą teflonu, dzięki której łatwiej wchodzi w korek. Alternatywą jest stalowa spirala ale z wyraźnym nacięciem na całej długości. Sama stal nie może być zbyt miękka, bo odkształci się po kilku użyciach (wszelkie gratisy od dostawców wina, często dodawane do promowanych produktów, w stylu trybuszon do kartonu wina – od razu można wyrzucić do kosza). Po drugie nożyk, trzeba pamiętać, że na co dzień wykorzystujemy go nie tylko do usuwania folii na szyjce butelki, rozcinamy opakowania, folie, sznurki i druty, sam nie raz używałem go jako śrubokręta lub wytrychu. Kolejna rzecz to dwustopniowa noga, która pełni rolę podstawy do dźwigni, zastosowane rozwiązanie wpływa na komfort codziennej pracy, lepiej żeby nie ześlizgiwała się z krawędzi szyjki, że o skruszeniu szkła nie wspomnę. Po za tym powinniśmy się z min dobrze czuć, nie za ciężki, nie za duży, kształtem gwarantujący pewny uchwyt.

Dobrej jakości trybuszon to wydatek od kilkudziesięciu do kilkuset złotych, ale ma się pewność, że wystarczy nam do końca życia. Jak ze scyzorykiem armii szwajcarskiej – gdy będziemy o niego dbać, to pewnie przekażemy go wnukom.

Zdecydowanie mamy więcej swobody, gdy wybieramy „urządzenie użytkowe” do domu. Specjalnie ująłem nazwę w cudzysłów, jeśli obsługa trybuszona kelnerskiego czy skrzydłowego jest dla nas zbyt skomplikowana, wybierzmy taki, który jest najwygodniejszy. Bez uprzedzeń i zadęcia, bo najważniejszym celem jest dostać się do zawartości butelki, to wino w tym przypadku nadaje sens urządzeniu.

REFLEKSJA

Historia zatacza koło. Przybliżona statystyka, którą podałem na początku tekstu, wymusza smutną refleksję. Korek naturalny powoli odchodzi w zapomnienie, wszelkiego rodzaju syntetyki i konglomeraty zastępuje zakrętka i vino-lok (szczególnie popularny w Austrii). Może jeszcze nie jutro, nie za dekadę, ale czas trybuszona jest prawdopodobnie policzony.

Ilu z was wie co łączy kasetę magnetofonową i ołówek? No właśnie, a ilu za pół wieku będzie wiedziało co łączy dąb korkowy z trybuszonem?

Smak Doskonały

Smak Doskonały jest wirtualnym domem, jest tu kuchnia, ogród z warzywami i ludzie… Od tej chwili życie tego domu toczy się dla Was drodzy internauci. Będziemy dla Was gotować i opowiadać o jedzeniu, winie ,piwie, o ludziach, którzy te cudowności tworzą. Odwiedzimy ich by zajrzeć przez dziurkę od klucza i podpatrzeć jak powstają arcydzieła. Zabierzemy Was w kulinarną podróż, która nigdy się nie kończy, bo o sztuce można mówić i pisać bez końca.

Napisz komentarz

— wymagane *

— wymagane *